wtorek, 16 marca 2021

Anna Paszkiewicz - Trzy życzenia [recenzja]


Ilustracje: Joanna Bartosik 

Wydawnictwo Widnokrąg

Piaseczno 2020


Węgorz zakochany w uszczelce, karp z niestrawnością po czerwonej plastikowej słomce (a wyglądała jak larwa ochotki), takie są realia polskich zbiorników wodnych: pełnych śmieci, plastików, niechcianych sprzętów elektronicznych.

Gdy złota rybka wpada w ludzkie ręce to ona ma trzy życzenia do spełnienia, poruszeni ludzie, córka i tato postanawiają zawalczyć o ich spełnienie.

Ta ekologiczna bajka to lektura obowiązkowa dla młodszych uczniów podstawówek. Takie jest moje zdanie. Uczulenie na problemy ekologii, zaburzonego ekosystemu, ludzkiej niefrasobliwości i braku wyobraźni to tylko czubek góry lodowej, który powinien być poruszony w każdej małoletniej klasie. 

Na osobną pochwałę zasługuje cudowny świat ilustracji Joanny Bartosik, która środowisko wodne i jego mieszkańców odmalowała tak wspaniale, że co chwilę chce się wracać do kolejnej strony, i jeszcze poprzedniej, by zachwycać się kolejnymi rozwiązaniami i wizerunkami. Świetna robota. Dodatkowo osadzona w zieleniach paleta barw tak znakomicie oddaje nastrój, że nic, tylko czytać, oglądać i się zachwycać!

Bjørn Rørvik - Kawiarenka pod Ptasim Ogonem [recenzja]


Ilustracje: Per Dybvig
Przekład: Iwona Zimnicka
Wydawnictwo Druganoga
Warszawa 2019

Mam drobny problem z przekonaniem się do warstwy graficznej tej książki. Z założenia koślawa, powykrzywiana, powyjeżdżana jest dobrym sposobem na przełamanie akuratnych i bajkowych plansz z dziecięcych książeczek, jednak mnie trochę tej grzeczności brakuje.
Takie rozchwiane to graficzne towarzystwo, że trudno się skupić.
Jednak sam zabieg rozumiem, podzielam, dopingując wolności ilustracyjnej kreski, choć podkreślam też moje przywiązanie do oklepanej ładności. Pokutują lata wtłaczania disenyowskich pięknotek. Niestety.
Sama książeczka bystra, dowcipna, przebiegła, przewrotna.
Rudy Lisek, niezły cwaniak,  jest zaprzysięgłym kolekcjonerem ptasich piór. Ma ich bardzo niewiele, a marzy o wielkiej i malowniczej kolekcji.
Wraz ze swym nieco strachliwym przyjacielem, Prosiaczkiem rozkręcają mały interes, który ma przynieść rozwiązanie tej sytuacji.
Otwierają niezwykłą kawiarenkę, w której płatności dokonuje się za pomocą piór. Biznes kwitnie, kolejne ptaki dają się nabierać na niezwykłość kawiarenki, jednak do czasu.
Nosił wilk razy kilka...
Do Liska i Prosiaczka trafia Głodomór. Od teraz nic już nie będzie takie samo.
Pouczająca historyjka z morałem, która zdobyć serca małych Czytelników.

Max Ducos - Noc w Leśnej Szkole [recenzja]


 Przekład: Jakub Jedlińsk

Wydawnictwo Polarny Lis

Warszawa 2017

Fascynujące i piękne są ilustracje Maxa Ducosa. Zdolny malarz i rysownik tworzy niezwykły nastrój tajemniczej szkoły ukrytej w lesie. Wspaniale operuje barwą, cieniem, kreską, czasem maluje grozę, czasem przepyszny tron królewski, ociekający spelndorem, innym znów razem na jego obrazach/ilustracjach najbardziej rzuca się w oczy dobra zabawa, porozumienie i tajemnicę psoty. Trudna sztuka, ale tutaj zdecydowanie się udała.

Ducos stworzył też warstwę fabularną. Sięgnął po temat wykluczonych, odseparowanych dzieci, które zgromadzono w pięknej, choć usytuowanej na uboczu szkole. Dzieci z problemami różnych maści, wśród których jeden jest tylko dobry uczeń - syn dyrektora, Maksymilian. Trafia on przypadkiem na największego szkolnego zakapiora, Achillesa i wspólnie spędzają pełną zabaw, przygód i psot noc w szkole.

Ożywiają swoje fantazje, w sali gimnastycznej powstale sala tronowa, sięgają do tajemnej szafki w pokoju nauczycielskim, gdzie ukryte są zarekwirowane uczniom skarby.

Największy łobuziak i najbadziej uprzywilejowany uczeń odrzucają stereotypy, które narosły wokół ich szkolengo życia i przez tę pełną akcji noc, stają się prawdziwymi przyjaciółmi.

Ta moralizoatorska i edukacyjna sfera jest ważna, tym bardziej, że opowiadziana w duchu przygody i lekkiej grozy, z wyczuwalną nutką dystansu, czasem też ironii. Jednak dla mnie obezwładniająca jest sfera wizualna, malarska, barwna, nastrojowa płynąca ze wspaniałych ilustracji. To one wybijają się na pierwszy plan, tworzą niezwykły nastrój opowieści, dodając jej intensywności, pełni, blasku.

Świetna malarska robota. Książka do podziwiania i powracania do warstwy ilustracyjnej.


czwartek, 11 marca 2021

Rotraut Susanne Berner - Kasia z ulicy Czereśniowej [recenzja]

 

Przekład: Karolina Iwaszkiewicz

Ilustracje: Rotraut Susanne Berner

Wydawnictwo Dwie Siostry

Warszawa 2020


Cudowna, wspaniała, urzekająca jest seria o ulicy Czereśniowej.

Ileż zabawy, skupienia wymaga poszczególne odszukiwanie postaci, fragmentów, dociekanie przyczyn sytuacji przedstawionych na poszczególnych kartach książek! Przednia zabawa!

Tutaj dostajemy maleńki wycinek ze społeczności miasteczka. Jedną jego obywatelkę, niezwykłą Kasię. Miłośniczkę kapeluszy i czapek, których ma niepoliczalną wręcz ilość. 

Zabawna i humorystyczna opowieść o kasinej pasji do nakryć głowy poprawi humor niejednemu czytelnikowi. Pomysłowość kolejnych modeli, a także ich perypetie również sprawiają czytelniczą przyjemność.

Ta lektura trwa ledwie chwilę, ale jest bardzo potrzebna, kojąca i rozbawiająca.

Dodatkowo rozpoznawalna kreska autorki dodaje całości ostatecznego, wybornego kształtu. Nic tylko czytać i oglądać ilustracje.

Mira Lobe - Babcia na jabłoni [recenzja]

 

Przekład: Maria Kurecka

Ilustracje: Mirosław Pokora

Wydawnictwo Dwie Siostry

Warszawa 2006


Wzruszająca, głęboko poruszająca książka.

Opowieść o stracie, tęsknocie, zazdrości i radzeniu sobie z nimi.

Andi, najmłodszy z trójki rodzeństwa czuje się samotny i opuszczony. Rodzeństwo ma swoje sprawy, rodzice codziennie walczą o byt dla rodziny, a chłopiec musi każdego dnia wysłuchiwać o babciach chłopaków ze szkoły. 

Sam nie ma już babci i bardzo innym babć zazdrości.

W rozpaczy wymyśla sobie babcię wzorowaną na opowieściach mamy, taką, które wiele może, ma milion pomysłów, jest równiachą i przeżywa wspaniałe, książkowe wręcz przygody. Oczywiście z Andim na spółę.

Korsaskie przygody, podróże samochodem, perypetie w wesołym miasteczku, to wciąż mało dla naszego chłopca, tak bardzo spragnionego uwagi i miłości. Całe dnie spędza na drzewie marząc i przeżywając wyimagnowane przygody z niezwykłą babcią. To chwyta za serce, szczególnie, gdy po całym dniu na drzewie przychodzi konfrontacja z rodziną, nie zawsze przychylną pomysłom chłopca.

Pewengo dnia Andi pomaga nowej sąsiadce, starszej pani Fink. Widzi jej ubóstwo, pracowitość i brak czasu, spowodowany koniecznością dorabiania do skromnej emerytury. Nagle okazuje się, że ma coraz to mniej czasu na wyimaginowaną babcię, ponieważ tak bardzo chce pomóc zaadoptować się w nowych warunkach mieszkaniowych pani Fink. 

Wzruszająca, pouczająca historia, oczarowująca znakomitymi ilustracjani na długo pozostaje w sercu i pamięci. 

Åke Holmberg - Ture Sventon w Londynie [recenzja]

 

Przekład: Justyna Czechowska

Ilustracje: Sven Hemmel

Wydawnictwo Dwie Siostry

Warszawa 2018

Moja ukochana część cyklu o detektywie Sventonie.

Prześmiewcza, cudnie obśmiewająca (ale z gustem i smakiem) brytyjskie stereotypy, a także pełna uroczych gagów, które nie raz wywołują salwy śmiechu. 

Wszystko, od ilustracji po pastiszowe zacięcie i niebagatelna fabułę robi znakomite wrażenie na czytelniku.

Tym razem Ture Sventon rusza do Londynu (rzecz jasna na latającym dywanie, który napotyka pewne problemy w gęstej londyńskiej mgle), gdzie podjemuje się współpracy z lordem Hubbardem, cokolwiem zadłużonym i zależnym od pieniędzy ciotki arystokratą.

Lord, bądź co bądź flegmatycznie informuje detektywa o niepokojących wizytach domowych różnych specjalistów, co chwilę pojawiają się znikąd tajemniczy hydraulicy, który doporwadzają do pasji kotkę Polly. 

Ture Sventon z całą pewnością utwierdza się w powadze sytuacji, gdy podczas rozmowy w bibliotece widzi wystające spod zasłony buty, a właściwie jedną ich parę. Sprawa jest niebezpieczna, a Sventon zaczyna podejrzewać, że za całą aferą stoi sam Wiluś Łasica, zaprzysięgły i przepiegły wróg detektywa. 

Zaczyna się walka na spryt i argumenty. W tle majaczy stara ciotka i wielki skarb, który usiłuje przechwycić podstępny rabuś. Jak poradzi sobie miłośnik "psysiów"? 

Przednia zabawa i dokonały dowcip gwarantują świetną zabawę. Nie czytajcie tej książki do snu, z rozbawienia ciężko będzie Wam usnąć.


Åke Holmberg - Latający detektyw [recenzja]

 

Przekład: Teresa Chłapowska

Ilustracje: Anna Kołakowska

Wydawcnitwo Dwie Siostry

Warszawa 2008


Wspaniały Ture Sventon zaczyna swoje niezwykłe przygody!

Mający siedzibę przy prestiżowej ulicy Królowej detektyw Sventon, wraz z sekretarką, panną Jansson nie mają zbyt wiele pracy. 

Kiedy jednak trafia doń tajemniczy pan Omar, handlarz dywanów z pustyni arabskiej, sprawy ruszają z kopyta.

Okazuje się, że Sventon nabył dywan latający, który znakomicie przydaje się w detektywistycznej robocie.

Pewnego dnia zgłaszają się doń dwie siostry, które obawiają się, że ktoś chce ukraść pamiątkę po ich ojcu, znany puchar jubileuszowy. Złodziej łaskawie się przedstawił i uprzedził, że jeśli nie dostanie okupu, ukradnie puchar. Tym złodziejem był przesławny Wilhelm Wiluś Łasica, znany w świecie rabuś.

Ture Sventon rusza do pracy. Zdaje sobie sprawę z tego, że od potyczki z Łasicą zależy jego reputacja. Pakuje więc swoje ukochane psysie (ptysie), zaczarowany dywan i rusza do willi sióstr, by tam rozwikłać nietypową zagadkę.

Na szczęście ma pomocników, w willi wakacyjny czas spędzają dzieci, które z zapałem i ochotą przyłączają się do działań detektywistycznych.

Czeka ich masa przygód, kilka porażek, ale też wspaniałe, niezapomniane wakacje, które na zawsze pozostaną w pamięci, nie tylko dzięki latającemu dywanowi.

Cudowna to opowieść o zabawnym detektywie i uroczym panu Omarze, który nie raz jeszcze pojawi się w cyklu powieści o Sventonie. Całości dopełniają bardzo zgrane ilustracje, znakomicie współgrające z całością.

Uczta.