niedziela, 30 marca 2025

Zbigniew Nienacki - Pan Samochodzik i Fantomas [recenzja]

 

Wydawnictwo Łódzkie

Łódź 1975 


Pierwsze moje spotkanie z twórczością Nienackiego i postacią Pana Samochodzika najlepiej oddaje tytuł piosenki Kory i Maanamu: "Falowanie i spadanie". 

Początek interesujący i wciągający, zabawny i obiecujący, a po kilkunastu stronach nuda i rozczarowanie. Moralizatorski ton i wkładka edukacyjna dotycząca historii (i historii sztuki) mogła być dobra w latach powstawania książki, jednak ten element powieści nie dotrzymał tempa zmianom związanym z czasem: trąci myszką i jest dość toporny.

Rozumiem jednak, że w latach 70. było to cenne źródło wiedzy, podawanej lekko i interesująco. Nie każdy jednak element Samochodzika zdaje egzamin i opiera się zębowi czasu.

Mimo tego zarzutu uważam, że sama fabuła, intryga, sposób na ogląd postaci i ich przedstawienie jest bardzo udany i przyciąga uwagę czytelnika. Nie znam, co prawda, innych tomów, pewnie sięgnę po kolejne, wówczas łatwiej będzie mi się odnieść do francuskich sukcesów bohatera, porównując je z polskimi przygodami.

Na razie wiem tyle, że pan Tomasz to historyk sztuki, który za namową i z polecenia znajomej, Karen Petersen, otrzymuje zlecenie od jednego z francuskich baronów. Okazuje się, że z jego zamku nad Loarą giną cenne artefakty, otrzymuje korespondencję od złodzieja, który nazywa się Fantomasem i który to informuje właściciela, że pozbawi go dzieł impresjonistów. 

Wraz z bogatą galerią mieszkańców zamku (od ciotki piratki drogowej po młodocianych bohaterów) pan Tomasz szuka złodzieja, przytrafiają mu się różne mniej i bardziej widowiskowe przygody, a wszystko to skąpane w letnim francuskim słońcu. Ciekawe jak czytało się to w latach 70. W izolacji politycznej, gospodarczym marazmie i chęci oddechu poza Żelazną Kurtyną. 

sobota, 29 marca 2025

Wit Szostak - Wylinka [recenzja]

 

Ilustracje: Aleksandra Krzanowska

Wydawnictwo Powergraph

Warszawa 2025



Mam dla Autora wielki (i wciąż rosnący) szacunek. Mocno sympatyzuję z każdą kolejną jego książką  i na każdą bardzo czekam.

"Wylinka" to kompozycja ze wszech miar dopracowana, także pod względem graficznym. Kolejne wtrącenia ilustracyjne nie tylko dopełniają treści, ale także otwierają przed czytelnikami możliwości interpretacyjne i ton, aurę opowieści. Wysmakowane, subtelne, nie mające ani przez chwilę pretensji do zdominowania treści. Wspaniałe dopełnienie, które idealnie współistnieje z fabułą.

Sama powieść, reklamowana jako literatura dla młodzieży jest, jak dla mnie, książką przede wszystkim dla dorosłych. Nie chodzi mi tylko o odniesienia do różnych dzieł kultury, czytelnych dla dorosłych (ja mam zwykle skojarzenia mocno odstające od popularnych, więc dla mnie najmocniej widoczne były powiązania z Schulzem, Hasem, Amenabarem, Loftingiem, Mannem, Tokarczuk, a w pewnym wymiarze także z "Pensjonatem" Pazińskiego), ale też o sam nastrój - pełen smutku, zadumy, czasem zaniepokojenia i, cały czas, wymagający procesów myślowych. 

Klara, dziesięcioletnia bohaterka zostaje sama w domu. Budzi się pewnego sierpniowego poranka w górskim domu rodziców i spostrzega, że ich nie ma. Z każdą kolejną godziną rośnie strach i zdumienie: jak to możliwe, że zostawili ją samą w domu? Dlaczego? Ta samotność i przestrach szybko się zacierają, a raczej zostają przysłonięte przez obecność tajemniczego i zaskakującego lokatora. Okazuje się bowiem, że w domu mieszka jeszcze jeden 10-latek, to Janek, chłopiec i niezwykłej historii i zupełnie innym podejściu do świata. On z kolei mówi, że to dom wcale nie należy do rodziców Klary, ale jest miejscem rekonwalescencji dla dzieci z ośrodków miejskich z silnie zanieczyszczonym powietrzem. Jak odnaleźć prawdę o miejscu, jak poznać jego historię? Dzieci jednoczą siły, by zrozumieć jakiej historii są udziałowcami. By znaleźć sposób na przeżycie emocji związanych z porzuceniem, samotnością. Ta ich rezyliencja całkiem się udaje: umieją stawiać czoła rzeczywistości i starają się odnajdywać w kolejnych etapach niesprzyjającej rzeczywistości. Poznają siebie, próbują znaleźć sposób na koegzystencję w domu, a także mają w sobie tyle siły i odwagi, że zaczynają opuszczać dom i zagłębiać się w las - trochę straszny, bo nieodkryty i nieznany, a z drugiej strony fascynujący i pokazujący jak wielki i niezbadany jest świat. Pokonywanie własnych słabości, strachu, oto kolejne z przymiotów jakimi charakteryzują się dzieci.

Mam zastrzeżenie dotyczące jeszcze jednej postaci, która wspomniana przez chwilę pojawia się na horyzoncie. Jest jeno epizodem, który finalnie w strukturze powieści wydaje się być zbędny i potraktowany po macoszemu. To kosmetyczna uwaga, może wcale nieistotna, jednak dla mnie, z różnych względów widoczna i uwierająca. Nawiązanie do trudnej historii XX wieku w kontekście opowieści dla nastoletnich czytelników może okazać się zbyt odległa, a także nieczytelna. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że młodzi reprezentują dużo lepszy niż mi się wydaje. Poza tym kolejny wątek przy tak bogatej i mocnej opowieści jawi się jako niekonieczny.

Pomijając powyższy akapit uważam, że Autor po raz kolejny dowiódł niemożliwego - jest uniwersalnym Twórcą, który odnajduje się w bardzo wielu gatunkach literackich: od poezji po literaturę dla młodszych czytelników.

Choć mroczna i momentami przygnębiająca, była to dla mnie bardzo wartościowa lektura. Jak każda wcześniejsza publikacja Autora.


środa, 16 października 2024

Wojciech Cesarz, Katarzyna Terechowicz - Pamiętnik grzecznego psa [recenzja]

 

Ilustracje: Joanna Rusinek

Wydawnictwo: Literatura

Łódź 2022


Najlepsza recenzja dla książki dziecięcej? To, że mali Słuchacze nie chcą iść spać, nie zgadzają się na kończenie lektury i co chwilę proszą o jeszcze jeden rozdział.

Tak właśnie jest w przypadku Wintera, bohatera książki "Pamiętnik grzecznego psa". Ten wyjątkowy alaskan malamut (początkowo) szczeniak, później zaś ruchliwy młody pies daje swoim ludzkim przyjaciołom niezwykłe lekcje cierpliwości.

Czytamy jego wspomnienia, to jak dziwi się ludzkim zachowaniom, jak bardzo trudne jest znalezienie porozumienia między gatunkami (bo jednak każdy z nich inaczej postrzega świat), a także jak wielką radością są dla Wintera codzienne wyzwania, zwykłe dni i poznawanie świata.

Zwykle towarzyszy mu cała masa problemów i wpadek, a do tego trudności z ustaleniem panowania w domu, gdzie Winter czuje się panem i władcą, podobnie jak Henryk, ludzki przedstawiciel rodziny. Rodzina się dociera, spędza wspólnie czas, radzi sobie z kolejnymi wpadkami i problemami generowanymi zachowaniem psa są treścią książki i radością czytelników.

Miłe dla oka ilustracje, postaci dość proste i nieskomplikowane, a także pełna humoru historia zdobywają serca.

Wesołe, krótkie przygody Henryka, Hanki, Alka, Julii i Wintera są idealną porcją lektury przed snem, pod warunkiem, że Słuchacze pozwolą wam skończyć czytać.


wtorek, 17 września 2024

Dorota Gellner - Sanatorium [recenzja]

 

Ilustracje: Adam Pękalski

Wydawnictwo Bajka

Warszawa 2015


Uwielbiam tę książkę. Zarówno za humor, grubą kreskę, jaką pisane są poszczególne charaktery, klimat uzdrowiska, jaki utworzyła Autorka, a także za ilustracje świetnie wpasowujące się w wariacki, niekrzesany i nieujarzmiony świat seniorskich losów sanatoryjnych.

Borowina, werandowanie, baseny i wanny, wieczorki zapoznawcze i pożegnalne, tańce, gimnastyki, rowerki, oświadczyny i flirty towarzyskie - oto esencja sanatoryjnego grafika.

Panie się stroją, panowie prężą, wszyscy mają czas na rozmowy i poznawanie siebie (a raczej tej wersji siebie, która ma być najkorzystniejsza dla otoczenia). Humor, dowcip, dystans i znakomity zmysł obserwacyjny, który urzeka od pierwszego utworu (czyli "Wtorek i zapoznawczy wieczorek"), aż po ten ostatni, gdy po tygodniowym turnusie żegnamy się z naszymi bohaterami.

Żart, zawsze smaczny, choć czasem dotkliwy, cała galeria zróżnicowanych, ale zawsze dobrze widocznych charakterów, a także nastrój sanatoryjnych scenerii dobrze wpływają na czytelnika.

Mam jednak jedną wątpliwość: czy młody słuchacz lub czytelnik tego świetnego dzieła zrozumie i złapie choć ułamek dowcipu Autorki dotyczącego humoru sanatoryjnego? Podejrzewam, że najlepszymi u najwdzięczniejszymi odbiorcami tej pysznej historii będą jednak dorośli czytelnicy. 

Rafał Witek - Klub latających ciotek [recenzja]

 

Ilustracje: Katarzyna Kołodziej

Wydawnictwo Literatura

Łódź 2017


Brzmi jak wymarzone wakacje: brak internetu, wieś, tajemnica, historia i ciotka z przeszłością. Dla kogo? Chyba tylko dla dorosłego czytelnika, gdyż współczesnym młody odbiorca uznałby to za letnią wersję koszmaru. A do tego jeszcze nielubiana kuzynka!

11-letni Emil dowiaduje się, że spędzi całe wakacje na wsi u starej ciotki Stasi. Dodatkowo towarzyszyć mu będzie o rok starsza i strasznie przemądrzała i docinająca na każdym kroku kuzynka Sonia. Niestety, rodzice pracują, nie ma jak zaopiekować chłopca, więc rad nie rad, ląduje na tylnym siedzeniu samochodu, który przez ponad 3 godziny, z Sonią na pokładzie będzie wiózł chłopca ku wakacyjnemu przeznaczeniu.

Ciotka mieszka w oddaleniu od innych domostw, blisko lasu. Wieś jest mała, wykluczona komunikacyjnie, do najbliższego miasteczka kursuje autobus, ale jak niby dzieci miałyby się tam dostać? W ich wieku? Skazani na chmurną i burkliwą ciotkę starają się spędzać czas jak najlepiej. Na przykład odkrywając nowe ścieżki w lesie. Dzięki tej ciekawości dzieciaki odkrywają starą, zapomnianą wieżę. Próbując odkryć jej historię i genezę powstania, uruchamiają lokalne wspomnienia i zmieniają życie ciotki Stasi.

Przy tym też trochę dorastają, trochę budują relacje z innymi ludźmi i zadzierzgają przyjaźnie, w miejscach i z osobami, o których wcześniej wcale by nie pomyśleli. 

Ciepła, serdeczna opowieść o dorastaniu, relacjach, znaczeniu przeszłości, lokalności i jej randze. To naprawdę ważne składowe.

Mam jednak zarzut dotyczący języka: czasem nudny, czasem niechlujny, czasem bez polotu. Niektóre rozwiązania wątków czy ich prowadzenie było mało satysfakcjonujące (policjant, spotkanie z reporterami, Mariusz), odnosiłam wrażenie, że czasem brakowało pomysłu na kończenie lub kontynuowanie danego fragmentu.

Całość przyjemna, choć, w moim odczuciu, nie dość dopracowana.

Dorota Gellner - Wścibscy [recenzja]

 

Ilustracje: Beata Zdęba

Wydawnictwo Bajka

Warszawa 2021


Dorota Gellner ma duży talent obserwacyjny, a także umiejętność lapidarnego oddawania prawdy (zawsze czułej i serdecznej) o ludziach i ich naturze.

Po "Sanatarium" sięgam do "Wścibskich", gdzie całą feerią barw skrzy się postać wścibskiej niani, specjalistki w podglądaniu. Jest kot, pies, wnuczek, dziadek, babcia, a każdy wyjątkowo zakochany w podsłuchiwaniu i podglądaniu innych. Kogo, czemu i w jaki sposób podglądają można dowiedzieć się z krótkich, radosnych, pełnych humoru i życzliwości wierszy Autorki.

Bardzo sprawnie operuje Ona językiem, widzi wiele ukrytych i wstydliwych faktów z życia swoich bohaterów, ale nawet wtedy gdy otrzymują mocną, niepodważalną diagnozę swoich skaz i wad, nadal są nieszkodliwi i, w pewien sposób uroczy. Autorka ma dla swoich bohaterów dużo serdeczności, a pedagogizując czytelników (poprzez pokazywanie w krzywym zwierciadle tego czego nie chcemy u siebie widzieć) daje im przy okazji radość obcowania z własną twórczością.

Książka do powracania i wielokrotnego czytania.

poniedziałek, 26 lutego 2024

Dagmar Geiser - Fajnie mieć rodzeństwo! Jak docenić siostrę i brata [recenzja]

Przekład: Magdalena Jałowiec

Wydawnictwo Jedność

Kielce 2018 

Jak trudno być rodzeństwem, jak ciężko znosić starsze/młodsze/przyszywane rodzeństwo. Jak się z nim pogodzić? Jak nauczyć się z nim żyć?
Trzeba zrozumieć. Trzeba też dać sobie miejsce na różne odczucia jakie towarzyszą sprawom między rodzeństwem - od miłości od silną niechęć. Rodzeństwo się kocha, ale rodzeństwu też się zazdrości, czasem się za nim tęskni, a czasem strach na nie patrzeć.
W tej książce bohaterowie wymieniają się własnymi doświadczeniami o życiu z rodzeństwem. Bo trzeba przecież dzielić uwagę rodziców na wszystkie dzieci, bo trzeba dzielić się pokojem, czasem, bo są tacy, którzy gorzej znoszą bycie młodszym/starszym.bycie jedynakiem. Każdy stan ma swoje sukcesy i klęski. 
W wypowiedzi bohaterów wplecione są przemyślenia i empatyczne uwagi Autorki.