Łódź 1975
Pierwsze moje spotkanie z twórczością Nienackiego i postacią Pana Samochodzika najlepiej oddaje tytuł piosenki Kory i Maanamu: "Falowanie i spadanie".
Początek interesujący i wciągający, zabawny i obiecujący, a po kilkunastu stronach nuda i rozczarowanie. Moralizatorski ton i wkładka edukacyjna dotycząca historii (i historii sztuki) mogła być dobra w latach powstawania książki, jednak ten element powieści nie dotrzymał tempa zmianom związanym z czasem: trąci myszką i jest dość toporny.
Rozumiem jednak, że w latach 70. było to cenne źródło wiedzy, podawanej lekko i interesująco. Nie każdy jednak element Samochodzika zdaje egzamin i opiera się zębowi czasu.
Mimo tego zarzutu uważam, że sama fabuła, intryga, sposób na ogląd postaci i ich przedstawienie jest bardzo udany i przyciąga uwagę czytelnika. Nie znam, co prawda, innych tomów, pewnie sięgnę po kolejne, wówczas łatwiej będzie mi się odnieść do francuskich sukcesów bohatera, porównując je z polskimi przygodami.
Na razie wiem tyle, że pan Tomasz to historyk sztuki, który za namową i z polecenia znajomej, Karen Petersen, otrzymuje zlecenie od jednego z francuskich baronów. Okazuje się, że z jego zamku nad Loarą giną cenne artefakty, otrzymuje korespondencję od złodzieja, który nazywa się Fantomasem i który to informuje właściciela, że pozbawi go dzieł impresjonistów.
Wraz z bogatą galerią mieszkańców zamku (od ciotki piratki drogowej po młodocianych bohaterów) pan Tomasz szuka złodzieja, przytrafiają mu się różne mniej i bardziej widowiskowe przygody, a wszystko to skąpane w letnim francuskim słońcu. Ciekawe jak czytało się to w latach 70. W izolacji politycznej, gospodarczym marazmie i chęci oddechu poza Żelazną Kurtyną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz